SUBskrypcj@
Lenin-zine

Twój email



dowiedz się więcej >>
Kategorie: Wszystkie | Youtube | kulturnie | paranormalnie | wolne myśli | zielono mi i kudłato
RSS
niedziela, 09 maja 2010
Wisła 09.05.2010
pomimo wspomnianych wcześniej oraz dupiatej pogody, wybraliśmy się na wypad do Wisły, razem z nami (czyli ja, Mysza, Żaba, Żujka) wyruszyli Cyprian Kamil, Blondyna i Maczo
wypad z początku sprawiał wrazenie nieudanego, padało, mżyło, padało, mżyło, wilgoć totalna w powietrzu, zatem stwierdziliśmy najpierw coś zjemy, poszliśmy do Olimpijskiej, gdzie razem z Myszą wzięliśmy sobie koryko radości, czy jak to się tam zwie, nazarliśmy się, nie ukrywam - ja na pewno, było warto, do tego piwo olimpijskie, czyli litrowe, a samo korytko palce lizać, mięso, kluski kładzione, pierogi, surówki, mmmmmmm, poem, pomimo dalszych opadów postanowiliśmy iśc do linaparku, naszym celem był park nad wodospadem, według wszelkich moich danych i wiedzy już byliśmy kiedyś w tej okolicy, sprawdziłem mapy, porownałem, zgadzało się, ale nie w terenie, na miejscu byłą stara platforma na drzewie, nieużywana chyba ze dwa lata, dojechaliśmy aż pod zaporę (świetny widok), bez efektu, więc skoczymy do przygoda parku
przygoda to przygoda, miejsce parkingowe jest, pojawił się jak duch znikąd pan parkingowy, zgarnął pieniądze, wystawił bnilet, zanim się wyładowaliśmy, zamknęli nam bramę do linaparku, nożeby was tak........
szybka praca moich zwojów mózgowych, do których predystunuje tych kilka komórek białka pod czaszką wyrzuciło, niczym z kuli losującej, jedno słowo: Równica, pojawiły się inne składniki równania, tam tez był linapark, poza tym sankodrom, niby czynny cały rok, bez względu na warunki. jedziemy, długasnym ślimakiem dotarliśmy do celu, sam sankodrom to niezła frajda, zupelnie inna niż sanki w rynnie, bo tu sa w takich szynach, ale też super, jednego sanka mało nie zepsułem i to zaraz na początku, poza tym Horror Show jest świetny, niby nic, a ile frajdy daje, świetna zabawa, nic juz nie piszę, żeby nie zepsuć zabawy
do linaparku już nie poszliśmy, poszliśmy za to do Zbójnickiej na Równicy, gdzie Mysza z Blondyną szukały chamsko kibla, ja rzucałem pampersem do hasioka (nie trafiłem), no i był grog
Żujka ma stan "Play Dead"
Żaba walczyłą długo ze spaniem
Mysza krócej
wstępnie jesteśmy wszyscy umowieni na wtorek na Palenisko, nawet Cyprian dał się trochę ugłaskać, pomimo iz nie lubi wyjazdów w deszczu, sankodrom jest niżej, on nie lubi wysokości, a tez daje dużo radości
plany wypadów  w góry rosną w tempie przerastającym same góry

aha
w jednym spadzie wodnym znaleźliśmy salamandrę, znaczy nie wiem kto znalazł, Mysza, Blondyna czy Maczo, ale chyba trzeba ją było wyjąć, chociaż, po ichniejszych doświadczeniach z kumakami uwazam na jaskrawo ubarwione płazy
poza tym od groma rozjechanych jeży na drogach, z tym raczej trudno walczyć

na koniec pozytyw - w drodze powrotnej waliło śliczną klarą, znaczy, że nadziej zawisła nad nami (bez podtekstów proszę )
niedziela, 05 października 2008
Szyndzielnia
powróciliśmy w góry, nie wiemy na jak długo, ale już w przyszłym miesiącu uda się znów pojechać
pojechaliśmy na familijny szczyt na Szyndzielni, my z Myszą pojechaliśmy pociągiem do Bielska, jedzie trochę ponad godzinę, na bilety jest teraz fajna oferta "ty i raz, dwa, trzy", więc bilety kosztowały nas niecałe dwie dychy, tu na plus, więc musi być minus - jak się kupuje bilet trzeba określić bardzo konkretnie czas odjazdu, teraz bilet jest ważny trzy godziny od okreslonej godziny, a nie, jak kiedyś, 6 godzin, niby nic, a jednak utrudnia życie
w Bielsku przeskoczyliśmy na linie autobusowe i podjechaliśmy "ósemką" do Szyndzielnię, choć powinienem pisać Dębowiec, nieważne
na miejscu już była reszta familii, rodzice Myszy, jej dwie ciotki i koleżanka jednej z ciotek, po obowiązkowym piwie, nie zważając na padający ruszlismy na kolejką, widok był żaden, a to jedna z głównych atrakcji, gdy się wjeżdża na górę, potm wparowaliśmy do schorniska, całkiem spory ruch był, jak na taką pogodę, ale wygladało to na jakąś zieloną szkołę, rozgościliśmy się i zrobilismy półspacer pod Klimczok, czyli tak gdzieś doszliśmy do połowy, wieczorem trzeba było pouzupełniać płyny w ogranizmie, ja tradycyjnie musiałem się nad sobą poużalać, to jest żałosne
w niedzielę pogoda się porawiła, była po prostu zachęcająca do łażenia po górach, aż żal było opuszczać schornisko, spróbowaliśmy podejść pod Klimczok ponownie, ale tym razem chyba zrobilismy jakieś trzy czwarte trasy, przy takiej pogodzie ruch jeszcze bardziej urósł, z Myszą zabraliśmy do powrotu koło godziny czternastej, tym razem widok z gondoli był niezwykły, całe Bielsko i jeszcze het het daleko, potm powrót do domu i niechętne przygotowanie się do pracy, błeeeee

kto jedzie z nami w gory w listopadzie?
sobota, 26 kwietnia 2008
koszatki
nasze małe domowe wesołe zoo rośnie w siłę, mamy psa, były myszy kolczaste, a teraz doszły koszatki, na razie tymczasowe, gdyż chcemy im znaleźć nowy dom, a zaczęło się od tego, że ktoś sprawil wnukom prezent w postaci zwierzatek, ale dzieci jak to dzieci, szybko się znudziły zwierzakami, choć są one bardzo fajne i miłe, więc futrzaki zmieniły własciciela, ale ten własciciel też się okazał mało operatywny i musiał je oddać, i tak trafiły na stróżówkę do taty, który ma trochę litości do gadziny (taki przygarnął kotkę), więc tata dał mi znać, ja to skonsultowałem z Myszą, i zdecydowaliśmy się je wziąć, przynajmniej tymczasowo, koszatki okazały się świetne, nie gryzą, a nawet nie próbują, jak te nasze myszki, sa sporo większe, nauczone biegać po domu, podobno miały jakieś imona, ale ich nei znamy, może tata zdobędzie jakieś informacje, Żujki się nic a nic ne boją, biegały jej miedzy nogami a ta tylko za nimi patrzyła, to jest bardzo toleracyjny psiak, były one dośc zaniedbane, ich klatka, swoją drogą za mała, była wręcz mokra, trzeba było ją umyć, to nei to nasze mycie klatki Pyśków, to był syf, ale od razu się im spodobało po nowemu, wieczorem nawet jedna mi uciekła, ale dają się złapać, choc to wymaga to trochę podchodów, ale to może być wina naszego pieska, który za nimi biega, poza tym są bardzo fajne, super by było je zostawić, ale jednak mam świadomość  naszej ograniczonej mozliwości posiadania zwierzyńca, możękiedyś, albo gdyby to były burunduki, ale tak, szukamy domu, ktoś by się pisał??
niedziela, 03 lutego 2008
wizyta w zoo w Chorzowie
po długim orkesie naszej nieobecności, szczególnie mojej, zawitaliśmy do zoo w Chorzowie, nioby wiele rzeczy po staremu, ale jednak zmiany w dalszym ciągu mają miejsce, po pierwsze uruchomiono ściezki dydaktyczne, przy których stoją tablice informacyjne na różniste tematy, wybudowali budynek dydaktyczny, w którym aktualnie jest wystawa zdjęć jakiejś pani, szkoda tylko że wczesniej się kontaktować telefonicznie, przebudowują pwailon ze słoniami i nosorożcami, jest teraz przestronniejszy, zwłaszcza dla tych kolosów z rogiem na nosie, no i naprzeciw pawilonu z lemurami, połączonego z wyspą, wybudowali punkt widokowy na stawik, w którym brodzą latem flamingi i kilka łąbędzi oraz niedużych czapli, ze zmian terenowych to chyba wszystko, poza tym oczywiście sporo młodych zwierzaków, na przykład antylop, z nowych bydlaków - pigmejki, ślicznie wyglądają te małpki, aha, jeszcze papugi dostały pawilon zewnętrzny, tuż przy tym zamkniętym, jednym słowem ogród się rozwija, pomimo ogólnej zawieruchy wokół Parku Wojewódzkiego, w skład którego wchodzi zoo, widać tam zmiany i to na lepsze, aha, jeszcze były dwa akwaria z rybkami morskimi, trzeb to docenić, takie są trudniejsze do utrzymania, i była śliczna płaszczka z takimi niebieskimi plamkami, nieduża skrzydlica, trochę ukwiałów, rozgwiazda, pąkla i ukwiały, trzeba tam zawitać znowu na wiosnę, kiedy wypuszczą wszystkie zwierzęta, teraz nie były puszczone, pewnie ze względu na wahania pogodowe, dziś akurat była świetna na spacer po zoo, ale wczoraj, kiedy plucha, to by była tragedia, a według strony zasponsorowanie takiej wydry to kwestia dwóch stówek na miesiąc, w sumie grosze, jedna koza to 30 złotych, tak samo owca, fakt, słoń, nosorożec czy hipopotam to już jest ponad tysiąc, ale taka wydra? może jej wylegiwanie się w łoneczku na anszych oczach to była wersja wydrzego poproszenia o prezent?
środa, 14 listopada 2007
bojkot II
www.petitiononline.com/13031953/petition.html nie wiem dlaczego ten lik z poprzedniego wpisu nie działa, więc musicie zrobić naokoło, to już musi działać :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8