SUBskrypcj@
Lenin-zine

Twój email



dowiedz się więcej >>
środa, 29 września 2010
Kaucja
Powinniśmy się zapisać na treningi w barrel jumping, takiej śmiesznej, zdaje się hamerykańskiej dyscyplinie, gdzie zdesperowani frustraci pokazują co to nie potrafią i przeskakują przez beczki. Nasze beczki są wirtualne. W polszczyźnie jest określenie kłody. Wydawałoby się, że zmiana głównego najemcy to prosta procedura oparta na podpisaniu kilku dokumentów, w naszym wypadku jeszcze wydaniu zgody przez jeszcze-właściciela. Niby wszystko pięknie, dopóki nie pojawiła się kwestia kaucji. Kwota trochę kosmiczna, ale co zrobić. Zobaczymy jak sie potoczą wydarzenia.
W ten sposób natknęliśmy na sknerowatego biurokratę, który potrafił jednak ładnie przemawiać i być bardzo konkretnym. Jest to zjawisko dośc popularne w XXI wieku, gdzie biurokracja jest swoistym ekosystemem pełnym wszelakich dziwolągów, jak na przykład nasz sknerowaty biurokrata. Mogło być gorzej, mogłem nie otrzymać żadnej informacji, tylko suche fakty, że przekazują, że się zajmują, takie tam bajery. Jednak otrzymałem kilka informacji, kóre z naszego punktu widzenia wydają się istotne. Jednak w tej sytuacji można powątpiewać w szczere intencje mieszkańca Biurokracji, gdyż mógł on po prostu dokonywać implantacji pewnych wiadomości, by móc później z nich skorzystać w przyszłości. Z nimi nigdy nie wiadomo. Wielokrotne obcowanie z nimi przez ostatnie pół roku wcale nie czyni ze mnie specjalisty. Wręcz przeciwnie - od ich wielu form można po prostu oszaleć. Czasem się trafiają lepsze osobniki, czasem gorsze, kolej losu, rachunek prawdopodobieństwa, jak kto woli. Badań ciąg dalszy nastąpi.
Żaba zaczyna dreptać. Na razie krótkie dystansy, najlepiej pomiędzy rodzicami. Naśladuje nas w wielu czynnościach, co czasem daje naprawdę śmieszne efekty, gdyż nie jest tak sprawna, jak by chciała. Jak czegoś chce, potrafi się to domagać głośno i rzęsiście. Grochy na zawołanie. A z drugiej strony łatwo odwrócić jej uwagę. Swoją drogą ktoś pamięta Ram Sam Sam, taką głupią melodyjkę z kolorowym, kreskówkowym podkładem? Ulubiona piosenka Żaby.


Specjalnie dla Myszy - Jako rzekły pingwiny: Możesz być jedyną osobą na świecie dla kogoś, lub też całym światem dla tej jednej. Teraz to nawet dwóch. Nie rób nic głupiego. Damy radę.Za nami szeregi głupich dowcipów, czarnego humoru i Ministerstwo Głupich Kroków.
piątek, 24 września 2010
Gnom
Skąd się biorą głupie pomysły? Biorą się chyba z nadmiaru wolnego czasu, który atakuje znienacka i wali obuchem. Swobodny przepływ myśli - kiedyś to było jedno z ulubionych moich zajęć, fajne pomysły przychodziły do głowy. A teraz wredny gnom siedzący na ramieniu podrzuca kawałki stęchłego mięsa, mając przy tym świetny ubaw. Patrzy swymi karpawymi oczami dwojakiego koloru (dla niewtjaemniczonych: gnomy mają dwukolorowe tęczówki, przy czym kolory z jednego oka nie muszą się pokrywać z tymi z drugiego), przekrzywia łeb pokryty guzami i wyrostkami, uśmiecha się, pokazując kilka pieńków koloru szarobrunatnego, a potem szepcze kilka słów. Mówi z taką mocą, że każde słowo jest przypieczętowane grudką śliny. Kleista maź zaczyna spływać już po karku, gdy pojawia się światło w ciemności, które usuwa gnoma z mocą bomby atomowej (widzieliście ostatniego Indianę Jonesa? bardzo ładnie to tam wygląda z punktu widzenia lodówki). Po wrednym stworzeniu zostaje tylko lekki swąd w powietrzu, coś jak pyknięcie gazu po znikającym duchu północy. Trudno powiedzieć, czym jest to światło. Jego moc jest taka, że nie można dostrzec szczegółów, które zanikają pośród fotonów. Źródłem może być cokolwiek, liść, kolor, znak na okładce jakiejś książki, kot leżący leniwie na parapecie, smuga po samolocie, gołąb ćwiczący rolę archeopteryksa. Badania nad tajemnicą światła należy prowadzić dalej, szkoda tylko że wymagają kontaktów z gnomami. Są jednak gorsze istoty. Ale o nich kiedy indziej.
środa, 22 września 2010
Co dalej?
... chaos w mojej głowie ...
Pisanie o uczuciach nigdy nie było moją mocną stroną. Mówienie tym bardziej. Próbuję poukładać w swojej łepetynie tych kilka debilnych poszlak życia i ustawić je na mniej więcej swoich miejscach. Nie wszystko się układa tak jakby się chciało. Może ja po prostu miałem jakieś załamanie? Tłamszenie w sobie złych humorów oraz czarnych myśli prowadzi tylko ich skumulowania i w efekcie eksplozji, która nie daje nic dobrego. Może za wyjątkiem tego, że już więcej się nic nie zbiera. Ale poza tym, jest z tego tylko wiecej problemów. Bycie banalnym przykładem samca gatunku Homo Sapiens nie jest powodem do dumy. Czasem wywołuje mnóstwo frustracji oraz stresów. A nie daj Boże udomowiony egzemplarz już w ogóle nie ma jak odreagować nerwów. W pewnym momencie jego możliwości finansowego stają się bardzo ograniczone i rzeba szukać substytutów, na które z czasem zaczyna brakować czasu. Kiedyś człowiek był szczęśliwszy, miał mnóstwo czasu, nigdzie się nie spieszył. A teraz jest ciągle ponaglany i zmuszany do patrzenia na cyferblat, na nieustanną gonitwę wskazówek lub liczb.
Muszę się poukładać. Przede mną cały czas tego świata.
środa, 08 września 2010
popioły
poczułem chwilowe wypalenie co do bloga, nie mam chęci specjalnie do prowadzenia go, nie zamykam, może mi sie odwidzi, na razie jeszcze będę wrzucał recenzje, więc jest szansa, żę chęci wrócą, po prostu bieganie za papierkami, kóre się mnożą na potęgę, jakbym miał wybudować co najmniej pałac Tadż Mahal, a nie głupią łązienkę, chwilami zaczynam żałować, że w ogóle chciałem być w jakiś sposób uczciwy, bo to się tylko odbija na zdrowiu psychicznym, może jak się te wszystkie papierki skończą....
Artur i Minimki - Luc Besson
20:47, lenin_grad , kulturnie
Link Dodaj komentarz »