SUBskrypcj@
Lenin-zine

Twój email



dowiedz się więcej >>
wtorek, 12 października 2010
do przodu
Mój towarzysz podróży umiera. Przebyliśmy razem niejedną trasę, dłuższą lub krótszą, zawsze razem. Prawie zawsze, ale ludzie pewnie i tak mnie z nim kojarzą. Możliwe iż to ja przyczyniłem się do jego złego, wciąż pogarszającego się stanu. Jak to mawiają nasi najstarsi rodacy (nie "Gdzie jest krzyż!"):  droga do piekła wybrukowana jest dobrymi chęciami. Chciałem go wesprzeć, wspomóc, dodać sił, a całkiem możliwe, że doprowadziłem do załamania. Cóż, trzy lata dość intensywnej eksploatacji mogą wykończyć każdy odtwarzacz, a ja, nie będę ukrywał, słuchałem niemal na każdej drodze. Może się uda go odratować, jednak tych modeli już nie produkują, a wymiana akumulatora raczej nie jest prostą operacją wymagającą tylko śrubokręta. Z drugiej strony, zawsze się może przydać jako przenośny dysk. Może odtwarza już tylko z bólem przez pół godziny, ale coś tam na nim można przechować.
Żabie wybił roczek. Oraz trzeci ząbek. Przy okazji zasypianie w dalszym ciągu stanowi walkę o trzeźwość umysłów: jej by dalej obserwować świat, który wciąż zadziwia, oraz naszych, zwłaszcza Myszy - by nie oszaleć. Poza tym jest pogodne, wesołe dziecko, odkrywające uroki wszelkich szafek, szuflad, kuchenek gazowych oraz wszelakich innych potencjalnych zabawek.
W środku mnie wciąż coś siedzi. Nie chce się dać wyrzucić. Może to po prostu jesienna deprecha w połączeniu z całym mnóstwem spraw na głowie daje znać o sobie? Właśnie zacząłem dziesięciodniowy maraton w pracy (na własne życzenie w zasadzie) połączony z kończeniem (do jasnej cholery) remontu. Tam naprawdę nie zostało dużo roboty, tylko jakoś czasu, pieniędzy i umiejętności nie chce przybyć. Nie mogę powiedzieć, trochę się rzeczy nauczyłem, a ile się jeszcze nauczę, to głowa mała. Za miesiąc koncert Kultu w Spodku. Muszę iść, muszę się wyżyć. Niedawno byłem na Lao Che. Wolałbym nie wspominać o tym koncercie, który był totalną klapą uczestników, którzy pojawili się w ilości pasującej na jakiś wykład na uczelni. Co do zachowania to brakowało tylko krzeseł. Przepraszam - ci goście grają rocka, nie poezję śpiewaną, tu się trzeba pogibać. Nie stać i być podatnym na ruchy powietrza wydychanego przez ludzi stojących za tobą. Poza mną może tylko trzy osoby poskakały. Pewnie to głupio wygladało, ale kark mnie bolał na drugi dzień. Bez sensu - od skakania boli kark. Ale kto zna pogo, powinien się domyślić o co chodzi.
O pracy mi się nie chce wspominać. Jakieś plotki o przenosinach, wielka akcja podliczeniowa za miesiąc, ogólnie nie ma nudów. Ale jakieś wypalenie się pojawiło.

środa, 06 października 2010
Czerwona kurtyna
Zmęczenie zaczyna dopadać. Nie umiem odpoczywać, w takim sensie, że szkoda mi w zasadzie na to czasu. Może być czynny odpoczynek, jakiś koncert, wypad w góry, swego czasu nawet boisko. Po prostu w pewnym momencie muszę pospać trochę dłużej, tak to mi starcza cztery do pięciu godzin. Ale ostatnio mój dzień jest bardzo intensywny, dzieje się sporo, i nie ma w ogóle chwil na złapanie oddechu. W pracy pełny zapieprz, dodatkowo miałem spięcia z kierownictwem, jakieś ploty o przenosinach, które mają swoje podstawy. Wracam - walczymy albo z Żabą, albo z mieszkaniem, które zaczyna wyglądać jak mieszkanie.
Mówienie o uczuciach jest dla mnie bardziej męczące niż ból zęba.
Czerwone błoto zalewające Węgry jest znamiennym znakiem naszej bezsilności względem ludzkiej niewiedzy. Śmiertelna mieszanka pozostałości po przetwórswie aluminiowym, pełna metali ciężkich i, co gorsza, ługu, zalała ogromną przestrzeń, dokonując spustoszeń na miarę plagi egipskiej. Obszar ten, w myśl specjalistow, ma zostać przekształcony w pustynię, usunięte będą dwa metry podłoża. Zginęli ludzie i zwierzęta. Nie wiem dlaczego, ale jakoś ludzi jest mniej żal niż gadziny. Zginęła ylko dlatego, że żyła w sobie w zagrożonym rejonie. Zupełnie nieświadomie. Ludzie pewnie jakąś tam świadomość niebezpieczeństwa mieli, ale żyjąc już tam wsytarczająco długo po prostu się przyzwyczaili do tego. Znak biohazardu stał ich sąsiadem, stałym elementem krajobrazu. Dla zwierząt był to po prostu rejon, który należy omijać. Może i jestem nieczuły na ludzką krzywdę, ale tak trochę to mi szkoda tych ludzi. Sracili dobytek, wszystko co uzbierali, nawet życie, tylko z powodu naszej ignoracji i głupoty, a kto wie nawet czy nei złośliwości. Na koniec dodam, że cała ta sprawa robiła wrażenie filmu. To się nie dzieje naprawdę. To jakaś fikcja na szeroką skalę.
Gnom się obudził. I sprowadził kolegę, goblina. Małą wredną istotę, namawiającą do złego. Z reguły ze sobą współpracują, często zupełnie nieświadomie. Dopiero potem ich współpraca nabiera wrażenia koordynacji. Często goblin nie przesiaduje na ramieniu, tylko działa w terenie. Tu poruszy krzakiem, by na coś zwrócić uwagę, tam zaskrzeczy niczym raniony ptak. Wszystko w celu wprowadzenia zamieszania. Taka jest jego ponura natura. I co ciekawe - doskonale współpracuje z techniką. Jeśli chodzi o negatywnie działające istoty są gobliny najbardziej ztechnicyzowane. Potrafią wykorzystać każdy przedmiot, byle tylko skusić do złego. Choćby mikser czy sygnalizację świetlną. Walka trwa.
sobota, 02 października 2010
Zaślepki zdejmij! Inaczej drzwi się nie zamkną!
Wstawianie drzwi to nei taka prosta sprawa. Najlepsza część to rozwalanie starej framugi. Najgorsze jest poziomowanie. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że drzwi nie mogą mieć poziomu, inaczej się nie zamkną. Musi być lekki skos. No po prostu masakra. Cały dzień spędzony na walce z śmiesznym elementem mieszkaniowym, ale udało. Wymaga jeszcze dopracowania, ale dzięki pomocy Ojgi się udało. Ojga to specyficzny kumpel. My synów starszych ode mnie, ale jest gotów mi pomóc w wielu sytuacjach. Nie lubię takich sytuacji wykorzystywać, tylko w ostateczności.
Tapety również położone. Mysza z Kryzysem ćwiczyli się w nakładaniu pasów na ścianę. Ojga również w tej kategorii dyscplin remontowych wykazał się dobrą wolą oraz pomocą.
Takie dni się opłacają.
piątek, 01 października 2010
Dostępu do włazów my żądamy
Dzień się zaczął ostro, od lekkiego spięcia. Czasem żałuję, że jest coś takiego jak UŻet, czyli dla nie znających terminologii pracujących - Urlop na Żądanie. W pewnych kręgach nazywane kacowym.Jeszcze nigdy nie wziąłem go z powodu przepicia, ale inne powody się zawsze znalazły. Pomijam fakt, że mogę się czuć dotkniętym tym, jak potraktował mnie kierownik. Gdy powiedziałem, że nei przyjdę na nocną zmianę gdyż idę na koncert, usłyszałem serię pytanie: Kto gra? Co gra? Gdzie? O której? niczym jakiś gówniarz z podstawówki. W efekcie ćwiczyliśmy klejenie tapet. Nawet to jakoś wygląda, może nie odpadną do rana i się będą trzymać.
Byłem na koncercie Lao Che naszym miejskim domie kultury. Właśnie o ten koncert się kierownik na mnie obraził. W zasadzie była bida. Mało osób. Chyba jako pierwszy zacząłem sobie po prostu skakać w miejscu. Potem jescze parę osób zaczęło również podskakiwać. Ale młyn nie powstał. Lekki blamaż naszego miasta. Wstyd nawet bym powiedział, bo to nei pierwszy raz. Łońskiego roku, jak grał Carrantuohill również mało kto się gibał. Lao Che zagrali po prostu dobrze. Kawałki dobrze dobrali. Nawet wyszli na jednego bisa, na co nawet nie liczyłem.
Gnom wciążł działa. Lekceważenie nei działa. Należy użyć twardych środków. Trzeba go unieszkodliwić bronią masowego rażenia. Może się udać.
czwartek, 30 września 2010
must see
pojawiły się zwiastuny filmów, które, czuję, że muszę zobaczyć, inaczej padnę, bo ja w zasadzie lubie takie głupie filmy
pierwsze primo



Maczeta mnie urzekł swoim fałszywym zwiastunem, a co dopiero prawdziwym, widziałem ten dla dorosłych  gdzie krew bryzga na wszystkie strony, nawet te 3D chyba, ale odejrzewam, że to mógła byc zabawa Rodrigueza, nieważne, ten zwiastun jest jałowy, ale ja chcę ten film zobaczyć, ekipa gdzie w skład wchodzi banda Rodriguz-Trejo-Marin-Seagal-deNiro musi znaleźć się na mojej liście koniecznie do obejrzenia

drugie primo:


niesamowite, inni potrafią, my nie, chyba się rozchoruję na ten film, pewnie będzie kiszka, ale trolle muszę zobaczyć, może w tym roku, może w przyszłym, ale zobaczyć muszę, te efekty są mega obecujące

dodatkowa arakcja - Darren Aronofsky jest brany pod uwagę jako reżyser adaptacji Kaznodzieji, nie ukrywam - byłaby to ciekawa perspektywa