SUBskrypcj@
Lenin-zine

Twój email



dowiedz się więcej >>
niedziela, 03 kwietnia 2011
Niewiedzia nie zwalnia z odpowiedzialności
Mniej więcej wiedziałem, że coś palnął, od kilku dni. Ale dopiero dziś poczytałem co prezes PiSu ma do powiedzenia na temat Ślązaków. Tradycyjnie musiał pokazać, że kto nie z nami, jest przeciw nam. Wymyślanie, że granicą, która rozdzielała sląskich powstańców był język, w podtekście - orientacja narodowa, świadczy o zupełnym braku wiedzy historycznej. Nie czepiam się dlatego, że mieszkam na Śląsku. Czepiam, bo zupełnie niesłusznie, chamsko i wrednie oczernia wiele rodzin, które oddały swoją krew za Polskę. Ojczyzna i honor uległy z czasem rozdrobnieniu. W dobie multi-kulti kwestie ojczyzny czy narodu schodzą na drugi plan. Zaściankowy umysł prezesa nie chce tego przyjąć do wiadomości, ale żadne pokrzykiwania i straszenie Niemiaszkiem tego nie zmienią. Teraz nie jest straszny Fryc, lecz jego rynek pracy, czy raczej pracodwaca - przyjmie, czy tez nie przyjmie. Jaką da stawkę na dzień dobry? Brednie o strasznym, złym niemieckim wilku są chyba tylko emanacją włąsnych lęków Prezesa. Już się nie boimy inwazji niemieckiej. Nawet ruskiej sie nie boimy. Świat poszedł do przodu, nawet takie potęgi, choćby na glinianych nogach jak Rosja muszą przestrzegać pewnych, anwet niepisanych, norm. Moga nas inwigilować, ingerować w życie polityczne czy społeczne, ale najazdu nie zrobią. A tylko tym straszą nas wielcy PiSu. Polacy od zawsze byli kosmopolitami, zawsze potrafili się dostosować do nowych warunków, a jednak wciąz pamiętać o włąsnej przeszłości. Ślązacy są Polakami, jakaś taka polska przekora jest wpisana w ich życiorysy, nie niemiecki ordnung. Mogą pisać swoje imiona z niemiecka (Jorgi, Gintry, Ewaldy itp), mogą niektóre rzeczy nazywać z niemiecka, ale jeśli coś im stawało na drodze, nie uważali, że ordnung muss sein, lecz potrafili pokazać władzom wyprostowany "środkowy palec". Nie dajmy się ogłupić małym ludziom, przy których Kubuś Puchatek to lider myśli filozoficznej. Należy ich wyplenić z polskiej sceny politycznej. Najlepszym sposobem jest ignoracja i przekazywanie dalej, pocztą pantoflową, ich zupełnej nieprzydatności dla naszego społeczeństwa. Błaznów już nie potrzebujemy. Ich czas przeminął. Potrzebni są ludzieodważni, ale nie głupi. Nie sztuką kogoś wyzwać, sztuką wtłumaczyc swoja postawę w sposób, który nie bedzie budził kontrowersji ani dalszych pytań lub uśmieszków. Prezes tego egazminu nie zdał.
wtorek, 19 października 2010
Oni walczą za mnie
Bawię się w słomianego wdowca. Nawet nie - udaję słomianego wdowca. Mysza pojechała do rodziców z Żabą, a ja próbuję sił w kilku fachach na raz. Wracając z pracy przeistaczam się w specjalistę od remontów. W tym sezonie ćwiczyłem kładzenie wykładziny, malowanie, kładzenie tapet, montaż drzwi i ich obróbkę. Jest tego, ale kiedyś trzeba się ego wszystkiego nauczyć dokładnie, a najlepiej na własnej skórze. Co spieprzę, to moje. I tak mi za to nikt nie płaci. Po dzielnym budowlańcu przychodzi pora na palacza. Nasze stare (chyba tak je już trzeba nazywać) mieszkanie sprawia wrażenie domku. Nie dość, że jest narożne, styka się się z klatką, to jeszcze jedyne mieszkanie z którym mamy kontakt ścienny jest puste. Jakby było mało tego wszystkiego wysokość parteru dodaje dodatkowego smaczku do drogiej piwnicy, która z chęcią odddaje nam swój chłód. Jako palacz ćwiczę swoje zdolności piromana. Idzie mi całkiem nieźle. Szkoda tylko, że ściany się tak wolno nagrzewają, a z jej porów wystaje grzybek. Za to drugie mieszkanie jest cieplejsze, pomimo, że nikt tam nie pali. Życie bywa okrutne. Czasu zaczyna brakować, tak jak i sił. A przede mną jest trochę prac wykończeniowych. Uda się.
Po ataku szalonego staruszka na punkt PiSu, gdzie dokonał on samosądu na pomocniku europosła Wojciechowskiego. Z tego co ja wiem - motywów szalonego czynu jeszcze nie poznano. Może to były zwykłe frustracje, ból po utracie bliskiej osoby, złość na politykę agresji Prawa i Sprawiedliwości, cokolwiek. Z pewnością był wrogo nastawiony to prezesa PiSu. Życia i zdrowia to już nie odda. Jednak najpiękniej zareagował sam prezes Kaczyński Jarosław. Swoimi słowami, w których zrzucił całą winę na kampanię nienawiści prowadzą przeciwko jego partii. Rozumiem wiele rzeczy, ale myślę, że ten człowiek powinien udać się na emeryturę, gdyż rentę z powodów zdrowotnych (czyt. postępującej niepoczytalności) może nei dostać, wiadomo, jak działają polskie komisje. Prowadzenie woojny ideologicznej w takim stylu nie jest archaiczne. Przywoływanie pseudoataków na osoby modlące się pod krzyżem "katyńskim" jest mieczem obosiecznym. Ci ludzie utrudniali wykonanie zadań ludziom, którzy mieli ten krzyż przenieść. Ale najłatwiej jest w tedy powiedzieć, że usunięcie go jest próbą tworzenia polityki historycznej, której celem jest tuszowanie bohaterskiej śmierci poległych w tej katastrofie. Jarosław Kaczyński żyje przeszłością, która mu ciąży. W połączeniu z gargantuiczną żądzą władzy oraz przekonaniu o powszechnych spiskach, których celem jest zniszczenie Polski, produkuje nam człowieka wyciągniętego z jakiejś groteski o małych dyktatorach, którzy chcą przejąć kontrolę nad światem, gdyż to oni wiedzą, co jest dla niego najlepsze. Automatycznie przychodzą na myśl wszelcy geniusze zła z kreskówek, którzy mają swój szczytny cel, ale do celu zmierzają po trupach. To samo czyni prezes PiSu, ak jakby żyjąc na dwóch płaszczyznach. Jedna to jego własny świat, pełen agentów, szpiegów, spisków, z którymi walczy nieliczna grupa patriotów z nim na czele. Druga to świat, który zaczyna tuż  za obiektywem kamery lub gąbką mikrofonu - normalne życie, gdzie tak naprawdę wielu ludzi ma go dość i nie chce go już słuchać. Możliwe, że jeden miał już dość do tego stopnie, że z pistoletem i nożem wtargnął do tego biura. Ludzi żal zawsze, zwłaszcza, gdy giną w tak głupi sposób, z tak głupiego powodu.
Żabie rosnie kolejny ząb, do tego krąży jak mały messerschmidt. Potrafi zrobić kółko i pójść w zupełnie zaskakującym kierunku. Okres, gdy trzeba mieć oczy w każdym kącie uśmiecha się dyskretnie i macha zza progu. Ok, możesz wejść, może nie jesteśmy do końca gotowi, ale tego potforowi trzeba stawić czoła. Niech biega, my będziemy biegać za nim.
Straszą nas opadami śniegu. Może coś w tym jest, bo mój ząb znów zaczyna dawać o sobie znak. Byle nie za prędko, niech jeszcze poczeka.
Jak los da muszę kiedyś zaliczyć koncert Kazika Na Żywo. Byłem chyba tylko raz, tak gdzieś ponad dekadę temu.


piątek, 15 października 2010
użet
Za dzisiejszą nieobecność odpowiedzialna jest Soczewica.
czwartek, 14 października 2010
Idzie mróz
Wiem, że nie wiem wszystkiego
"Wiem", że nie wiem wszystkiego
Wiem, że "nie wiem" wszystkiego

Dwa płotki, które zmieniają sens całego zdania. Często jeden głupi znak przekreślenie znaczenie całego zdania. Przecinek, myślnik, dwukropek - postawione przypadkiem czy z premedytacją, mogą odwrócić odbiór wiadomości, czyniąc ją kłamstwem lub czystą bzdurą.
Zmęczenie wychodzi każdym porem mojego ciała. Plus mój kreyński wewnętrzny akumulator, który budzi się czy też włącza wieczorem. Czuję, że mógłbym siedzieć, ale świadomość, że rano trzeba iść do pracy, a potem dzień dalej będzie trwał, nie poprawia humoru. Wręcz przeciwnie. Ale poszukajmy plusów. Kto słyszał o grających nocnikach? Sadza się bobasa, który coś tam produkuje, produkt ląduje w nocniku i zaczyna się melodyjka. Co za bajer. Przydałby się taki sedes, ale z możliwością wyboru muzyki. Wtedy "uwalnianie orki" w rytm jakiegoś mocnego metalu z silną linią perkusyjną nabiera nowych barw. Mogłoby to jednak być niebezpieczne. Sikanie w rytm ska wymagałoby, podejrzewam, późniejszych prac renowacyjnych okolic sedesu. Ale pewnie już takie cudeńka wymyślono.
Nie jestem na bieżąco ze światem. Z wiadomości wyłapuję tylko niektóre informacje, które i tak nie zagniezdżają się na długo w mojej głowie. Przerażają prognozy pogody, mówiące o opadach śniegu. Drażniące uczucie chłodu zaczyna znowu wkraczać do naszego lokum. Potrzeba dawania ciepła rodzinie staje się dla działaniem priorytetowym. Podchodzę do tego strasznie ambicjonalnie i każde kichnięcie czy zgrabiały od zimna palec jest moją porażką. Spokojnie, nie mamy ujemnych temperatur w domu. Po prostu nasz kwadrat ma specyficzne ułożenie i temperatury dają nam w kość, czy tego chcemy czy nie.
Zwierzaki podchodzą pod osiedle. Po raz kolejny w tygodniu wypłoszyliśmy zająca z trawy. Jeszcze niedawno wokół boiska krążył lis. Pewnie ten sam przechera co rok temu. Znowu się zaczną szczekania psów po nocach, gdy ten rudzielec wkroczy w nasz świat, by skorzystać z naszych odpadków. A czy wspomniałem, że jakoś w sierpniu chyba, znalazłem u nas małego zaskrońca? Był, nawet mu zrobiłem zdjęcie. Ale czy dotrwał do teraz? Trudno wyczuć, dla ludzi pewnie i tak zostanie żmiją, choćby krążył po okolicy z tabliczką, a na niej mia wypisaną nazwę polską i łacińską. Wąż to żmija, koniec, kropka.
środa, 13 października 2010
Haruki Murakami - Ślepa wierzba i śpiąca kobieta
a

4/6
21:58, lenin_grad , kulturnie
Link Dodaj komentarz »